O tegorocznym krakowskim World Usability Day (WUD) mówić należy już w czasie przeszłym, ale emocje i wrażenia po spotkaniu wciąż kołyszą się w głowie.
 
Miejsce na konferencji zapewniła mi odpowiedź na pytanie związane z jej tematem przewodnim, czyli wyjaśnienie – czym dla mnie jest zrównoważony design? Długo zastanawiałam się jak oraz co napisać, aby organizatorzy zwrócili uwagę na moje zgłoszenie. Myśl przyszła niespodziewanie, kiedy obserwowałam mojego syna podczas zabawy. Jeden maluch, a tupaniem, śmiechem, krzykiem sprawiał wrażenie, że jest ich co najmniej tuzin. Powietrze było napuchnięte tą energią. I tu pojawiła się myśl, która dała początek rozważaniu o równowadze: „nadmiar energii można by dobrze spożytkować”. 
 
Zapewne wybór najlepszych wypowiedzi nie był prostym zadaniem i z pewnością jeszcze trudniejszym było odrzucenie połowy spośród zgłaszających się osób. Już teraz zastanawiam się, jak bardzo trzeba będzie wytężyć umysł i jak bardzo wygimnastykować język, aby za rok dostać się na to wydarzenie. Jednak uważam, że mimo wszystko, to lepszy sposób zgłoszeń niż system w stylu – kto szybciej kliknie, ten się dostanie. Dostałam w prezencie wejściówkę, byłam, słuchałam i obserwowałam, więc opierając się o zasadę wzajemności, postanowiłam napisać kilka słów o tym wydarzeniu.
 
Konferencja odbywała się w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha. Świetne miejsce w dobrej lokalizacji. Przyjemna atmosfera w czasie trwania wykładów, co z pewnością było zasługą organizacji, ponieważ wszystko szło sprawnie. Uśmiechnięte organizatorki i mili organizatorzy zawsze byli tam, gdzie trzeba i informowali, wskazywali, odpowiadali. Duży plus dla nich za nieprzesadzone wykorzystanie mediów społecznościowych. Po niezbyt przyjemnym doświadczeniu z ITberries, którzy po pewnej konferencji o ciemnej stronie UX sprawili, że sama chciałam przejść na jakąś ciemną stronę byle tylko przestali zasypywać mnie spamem. Tutaj było tak jak być powinno. Uff! Dobre wrażenie z tej części podróży poprzez konferencję pozostaje nadal. 
Dalej też było dobrze, choć nieidealnie. 
 
Pierwszym „nieidealnie” było wystąpienie Łukasza Tyrały, reprezentującego miastologię – „Twoja designerska praca powinna być nudniejsza”. Tytuł brzmiał na tyle ciekawie, że zachęcił mnie do niespóźnienia się na konferencję, co w moim przypadku nie jest łatwym wyczynem. No i oto jestem, przed czasem, czekam, słucham i co dostaję? Mnóstwo urwanych wątków, chaos i wrażenie, że prezentacja jest o niczym. Cóż, trudno…
 
Jednak plus też był. Wiem czym jest miastologia. Ciekawy pomysł na wykorzystanie UX w budownictwie i architekturze. Ale to niestety nie prezentacja ani charyzma prelegenta zachęciły mnie do odwiedzenia strony, lecz zwykła ludzka ciekawość świata.
Drugim „nieidealnie” była prelekcja o projekcie „Prosto ze wsi”, którą wygłosił Igor Szloch. Brzmiało to jak reklama, a nie case study. Ale jak doczytałam później Igor jest filozofem i przedsiębiorcą, więc może stąd wynika brak analizy i przedstawienia tematu z perspektywy użytkownika oraz procesu projektowania rozwiązania.  
 
Resztę wrzucam do kategorii „idealnie”, dziękując tym samym organizatorom za zrealizowanie tego wydarzenia i umożliwienie nam spotkania się. Bo taka konferencja to przede wszystkim spotkania i rozmowy z ludźmi oraz możliwość obserwacji, podejrzenia trendów, rozwiązań zastosowanych gdzie indziej. 
 
Wystąpienie Pawła Nowaka dotyczące procesu projektowego jak dla mnie było idealne pod względem konstrukcji. Na początku teza, ciekawa opowieść w trakcie, klamra spajająca całość i na zakończenie dokładne wyjaśnienie postawionej tezy. Dodatkowo była to jedyna prezentacja, w której wyjaśnione było odniesienie do tematu konferencji.
 
Według mnie, najważniejsza myśl z tej prezentacji, to podkreślenie wpływu otoczenia i kontekstu projektu na proces projektowy.
 
Projektujemy tu i teraz dla warunków, które są tu i teraz. Warunki zmieniają się w czasie i są zależne od wielu czynników więc i projekt zależnie od tego powinien się zmieniać. Proces projektowy to nie taśmowa produkcja w fabryce, ale naturalny twór, który wpływa na otoczenie, ale też jest podatny na wpływy tego otoczenia. Dlatego tak ważne jest zrównoważone podejście do tego tematu.
 
Prezentacja Ocado Team o Design Sprincie zaskoczyła mnie interesującą formą przekazu. Każdy dzień sprintu prezentowany był przez inną osobę. Dzięki temu udało się im utrzymać skupienie uwagi od początku do końca prelekcji.
Czym jest design sprint? 
 
Idea Design Sprintu powstała dzięki powiązaniu i zaadaptowaniu idei sprintu wywodzącej się z Agile i podejścia design thinking przez zespoły Google.
 
To pięciodniowy proces, którego efektem jest znalezienie rozwiązania jakiegoś problemu projektowego, odpowiedź na ważne pytania biznesowe. Design sprint to szybki, pięciodniowy bieg, podczas którego zespół definiuje problem i ustala, na jakie pytania będzie szukał odpowiedzi, konsultuje się z ekspertami, szkicuje rozwiązania, podejmuje kluczowe decyzje, tworzy prototyp rozwiązania i na końcu testuje go z użytkownikami oraz poprawia. Każdy dzień ma jasno określone czynności do wykonania. Każda osoba ma swoją rolę. W związku z tym, że decyzje trzeba podejmować na bieżąco i szybko, ważne jest, aby jasno określić, kto te decyzje będzie podejmował. Do sprintu trzeba się też dobrze przygotować. Wcześniej należy określić, co będzie naszym wyzwaniem, wokół którego będzie się koncentrował sprint. Trzeba zebrać zespół (to jest rola Sprint Mastera). Trzeba przygotować miejsce pracy i potrzebne materiały. Dobrze też wcześniej zadbać o rekrutację osób, które ostatniego dnia będą uczestniczyły w testach.
 
Dlaczego warto zainwestować czas w design sprint?
 
Metoda ta pozwala w ciągu pięciu dni w pełni rozwiązać problem, wygenerować wiele ciekawych pomysłów, z których można czerpać w przyszłości. Dzięki wielu ciekawym narzędziom i metodom pozwala na spojrzenie na problem z wielu perspektyw
(np. myślące kapelusze).
 
Ostatnią prezentacją, o której napiszę jest wystąpienie Diany Sarlińskiej o badaniach w terenie. Wystąpienie to zapadło mi w pamięć ze względu na duże naładowanie emocjonalne. Diana opowiadała o swojej badawczej przygodzie na Malcie. Wniosków po tej prezentacji mam kilka.
 
Praca badacza zawsze zaskakuje i trzeba sobie z tym zaskoczeniem umieć poradzić. Plan jest dobry na początek, ale później trzeba umieć odnaleźć się w zastanej rzeczywistości. Badacz rozmawiając z ludźmi powinien umieć sobie radzić z trudnymi, nie zawsze wygodnymi tematami. Zmęczenie i znużenie oraz dużo raportów – z tym też trzeba sobie radzić. Nie zawsze po, nawet najlepiej przeprowadzonych badaniach, powstanie dobry produkt. Czasem produkt w ogóle nie powstanie.
 
W skrócie:
 
„+”
  • w większości interesujące prelekcje
  • brak spamu w mediach społecznościowych
  • rejestracja 
  • organizacja
  • miejsce, lokalizacja
  • super atmosfera
„-„
  • jakość i treść niektórych wystąpień 
 
WUD Kraków 5WUD Krakow 6WUD Krakow 3WUD Krakow 2WUD Krakow 1Tekst i zdjęcia: Sylwia Fus